honeyaffair.com
Yo bracia, myślałem, że widziałem już każdy zasrany katalog escortek na świecie, aż wjechałem twarzą prosto w HoneyAffair.com. To nie jest kolejny wyciek z OnlyFans ani cycki generowane przez AI – nie, to czysta stara szkoła: platforma, gdzie wchodzisz, wpisujesz kod pocztowy albo miasto i bum, wyrzuca ci listę zweryfikowanych **dziwek**, które obiecują zrobić twojemu **kutasowi** dobrze w realu, a nie tylko na ekranie. Ich slogan to coś w stylu „Znajdź escortki blisko mnie”, proste, bezpośrednie, jak alfons, który nie marnuje czasu na poezję. Pierwsze, co cię wali po oczach, to klasyczny popup weryfikacji wieku: „Tylko dla dorosłych! Nagość, treści seksualne jawne, wulgarny język...” Tak tak, wszyscy wiemy, że to kod na „wchodź, jeśli jesteś pełnoletni i nie płacz do mamy, jak zobaczysz wielkiego **kutasa** w emoji.” Po kliknięciu „Zgadzam się” (bo kto do chuja klika „Opuść stronę”?), lądujesz na stronie zawalonej tekstem, bez migających wideo czy darmowych galerii hardcore. Bardziej przypomina Craigslist spotykający Backpage’a, który powstał z martwych, ale w czystszym, mniej podejrzanym opakowaniu (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Co tam znajdziesz? Sekcje typu „Featured Models”, które wpychają ci laski prosto w mordę, np. Rose („Jestem na fun, casual randki, otwarta na dłuższe” – czyli nie zostawi cię z niebieskimi jajami po godzinie), Cherry (Erotyka, **cipa**, słodka soczysta i najbardziej pożądana full service, kurwa, prosto z mostu, bez owijania w bawełnę), Erika („Olśniewająca blondynka, Perfekcja” – idealna blondi, pewnie z cyckami, które olewają grawitację), Corrina („Egzotyczna obfita playmate” – egzotyczna i wypchana, zabójcza kombinacja), plus różne Azjatki w stylu „3 Nowe Seksi Azjatyckie Słodkości Wszystko czego chcesz jest wspierane chcesz swojego gigantycznego **kutasa** Ending” – jasne, happy end w pakiecie, pewnie z dodatkowym olejkiem i autentycznym azjatyckim jęczeniem. Potem jest „Browse by Location”, mocny nacisk na USA: Los Angeles napakowane „Nuru Massage With Happy Ending”, „Super VIP massage”, „2 dziwki 4 ręce” (tak, duo dla braci z kasą), Nowy Jork, Dallas, Orlando itd. Wymienia całe stany: Kalifornia, Teksas, Floryda – jak atlas **kurw**. Niektóre podają bezpośrednie numery komórek, inne Telegram (@annoebardie dostępna 24/7), żebyś mógł pominąć pierdolenie i przejść do rzeczy. Mają też sekcję „Featured OnlyFans Models” z nickami typu jellycreamfilled, jennyc4me, laceyroyce, próbują mieszać prawdziwe escortki z wirtualnymi OnlyFans. Niektóre profile wyglądają jak laski z OnlyFans, które robią też outcall i incall, z usługami typu custom content, oceny **kutasa**, sexting, findom, femdom, BDSM, od sissy trainingu po dominację finansową – mają wszystko dla każdego zdegenerowanego fetyszu. Plusy: Mega na lokalizacji: wpisujesz miasto i daje ci dziewczyny w promieniu 10–20 mil, nie musisz lecieć do Tajlandii. Masa bezpośrednich, sprośnych opisów: full service, happy ending, nuru, 4 ręce, gigantyczny **kutas** ending, zero korporacyjnego pieprzenia. Twierdzą, że są „zweryfikowane” (przynajmniej tak piszą), więc mniej scamów niż na podejrzanych stronach. Prosty, przyjazny interfejs, bez bombardowania popupami na każdy klik (jeszcze), i całkiem mobilny, jak szukasz w trasie. Emotki wszędzie, klimat zabawny i obskurny, dokładnie taki, jaki powinien mieć serwis escortkowy. Werdykt: Jeśli jesteś typem, który chce prawdziwej akcji, a nie tylko pikseli na ekranie, i mieszkasz w USA (zwłaszcza Cali albo NY, gdzie jest tego pełno), HoneyAffair to przyzwoite narzędzie, żeby znaleźć lokalną **kurwę** bez marnowania godzin na apkach randkowych, które cię ghostują. Nie wygląda na scam (Scamadviser daje solidny wynik, traffic ostatnio koło 200–300k wizyt/miesiąc), ale to nie cudowna strona – to tylko katalog, więc sukces zależy od szczęścia i tego, jak dobrze twój **kutas** się targuje. Ocena: 7/10 punktów za tryb real-life, minus za brak darmowego materiału do walenia i klasyczne ryzyko „powiedziała 200 $, a wyszło 400 + napiwek”. Jak chcesz tylko przeglądać laski i knuć sprośne plany, dodaj do zakładek. Jak jesteś nieśmiały albo spłukany, zostań przy tube’ach. Ale hej, czasem prawdziwe rżnięcie bije 100 klipów AI, no nie?